W naszym przypadku można by powiedzieć, że pozytywizm to po prostu pozytywna postawa :). W sensie optymizm! Oj tak, tego nam raczej nie brakowało. W przypadku, gdy ktoś próbował podciąć nam skrzydełka, słyszał cytat z klasyki... "Będzie Pan zadowolony..." No i był!
Podstawy zapewnił nam Pan elektryk. Miał nie lada "orzech do zgryzienia", gdyż instalacja elektryczna w tym domu była już zakładana, z tym że wszystkie kable zostały wyrwane. Zostały "resztki" starych gniazdek, kabli pourywanych itp. Podpowiedź: w przypadku domu, który przed laty posiadał "jakieś" przyłącze, np. elektryczne, należy odnowić umowy wcześniej podpisane. Trzeba wyraźnie zaznaczać, że dana nieruchomość istnieje już 20 lat, posiada przyłącze, jest naniesione na mapkę geodezyjną. Często urzędnicy/urzędniczki mają problem ze zrozumieniem sytuacji. Jeszcze wspomnę o tym, spędzało nam to sen z powiek w przypadku przyłącza gazowego. Od momentu podpisania umowy, "energetycy" mają dużo czasu na realizację, jeśli dobrze pamiętam jest to pół roku. Na szczęście w naszym przypadku był to dużo krótszy okres czasu (najlepiej współpracować z elektrykiem poleconym przez dany rejon energetyczny, wtedy współpraca rejon-elektryk też działa dużo sprawniej ;)). Aha, jeszcze jedno! Jeśli nie macie gotowego planu lub pomysłu na wszystkie pomieszczenia, zastanówcie się szczegółowo nad umiejscowieniem KAŻDEGO potrzebnego gniazdka i przełącznika. Podejrzewam, że i tak to nie będzie ostateczna wersja, ale przynajmniej będzie mniej poprawek. U nas poprawki trwają do dziś...
Czekając na nową "czapkę" dla naszego domu wymieniliśmy okienka. Ekipa była zgrana, duet nie do przebicia "widząca świat naszymi oknami", również rollująca rolety jako Rolland - polecam ;).
A teraz od samej góry! Tzn. od dachu. Kryty jakieś 20 lat wstecz, oczywiście eternitem. Czyli do utylizacji.
Podpowiedź: Gminy zajmują się utylizacją eternitu, wystarczy złożyć wniosek o odebranie i utylizację (oczywiście o ile się dana gmina się tym zajmuje, my mieliśmy szczęście). Złożyć na paletach przy posesji oraz zabezpieczyć czarną folią (tzw. stretch).
Nasza czapeczka-blachodachówka w kolorze "koral"... Hmm, jakby to powiedzieć:). Kolor został wybrany przez moją siostrę i jej córę. Przez długi czas nie wiedziałam jak wygląda kolor koralowy, teraz wiem. Łatwo nam wytłumaczyć jak do nas dojechać "To ten dom z BARDZO czerwonym dachem"... Uwielbiam go, jest inny, taki wesoły. Po prostu pasuje!
Poniższy fragment proszę mi wybaczyć...
Nadszedł czas na instalację wodno-kanalizacyjną oraz wylewki. Chętnie bym pominęła ten temat... Ale cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Nawet nie wiem czy jestem w stanie obiektywnie ocenić całość wykonania. Spróbuję. Postanowiliśmy najpierw zająć się wylewkami, gdyż na dużej powierzchni mamy ogrzewanie podłogowe (bez wylewek mogłoby się zniszczyć przy wykonaniu tynków wewnętrznych). Instalacja oraz wylewki zostały wykonane bez większych zastrzeżeń. Schody się zaczęły przy "papierkowej robocie" tym bardziej, że miało to bezpośredni wpływ na przyłącze gazowe. No właśnie, jak to było z tym gazem. Składaliśmy wiele wizyt w oddziale gazownictwa. Nikt nie potrafił zrozumieć, że mamy stare przyłącze na działce, przy budynku, tylko potrzebujemy nowej umowy. A nawet kiedy to zrozumieli to nie wiedzieli co z tym zrobić. No i kolejnym problemem były źle wypełnione dokumenty przez "fachowców", te dokumenty były przeze mnie wożone wielokrotnie od "fachowca" do gazownictwa i z powrotem :/. Wprowadziliśmy się w sierpniu, zaczął się październik, a my nadal bez gazu i bez ciepłej wody... Po raz przed ostatni do gazownictwa wybrałam się z dziećmi ;). Kochana pani zlitowała się nad naszym losem i powiedziała, że jak przyjadę następnym razem to już na pewno podpiszemy umowę, bo nadal pan "fachowiec" wypełnił coś nie tak. Ech...Jak sobie to przypominam... Udało się! Podpisałam umowę! Radość była wielka! Montażyści mieli się zjawić wkrótce. Zjawili się, ale nadal "coś" było nie tak, gdyż nasz "fachowiec" coś zchrzanił. Grrr... Rozpłakałam się... Mówię, że zimno, dwójka dzieci w domu, chora babcia, tato po operacji... Podłączyli. Kochani Panowie :*!!!
Nadszedł czas na tynki wewnętrzne. Ekipa około 15 chłopa wpadła do naszego domu, ciach! i mamy piękne, bieluśkie tynki :). Cóż mogę więcej powiedzieć, tak było! Tynki cementowo-wapienne z agregatu bez gładzi. Rada od pana K.: szczotkami twardymi (np. ryżowe) oczyściłyśmy ściany z piasku, potem sam grunt, a na to grunt pół na pół z białym akrylem. Mamy naprawdę fajne tynki :).
A to nasza własna, prywatna ekipa remontowo-budowlana. Możemy wypożyczyć! :)
C.D.N... Zbieram myśli...

to ja tylko dodam, że zdaniem naszego brata można się nie bawić w takie mieszanie gruntu z farbą, ale lepiej użyć gotowego produktu znanego producenta od "śnieżnobiałej bieli", co oszczędzi czasu i ewentualnych problemów z proporcjami
OdpowiedzUsuńŁo matko, ale strasznie to brzmi wszystko. te wizyty w urzędach, umowy, fachowcy, te różne tynki i akryle... Jak Wy sobie, biedny kobiety, dałyście z tym radę??? I żadnego narzekania Waszego nie pamiętam!
OdpowiedzUsuń