niedziela, 12 lutego 2012

Najważniejsza jest "zaprawa"!

No właśnie... Mogę powiedzieć, że się zaprawiłyśmy :). Czas poświęcony poszczególnym etapom był dosyć wydłużony, dzięki temu nie przeżyłyśmy "szoku  termicznego" (przynajmniej do momentu przeprowadzki ;))

Na etapie poszukiwań zaangażowanie skupiało się wokół weekendowych wycieczek w teren, co wbrew pozorom było przyjemnym i odprężającym zajęciem. Podczas odgrzebywania wspomnień siostra zasugerowała, że mogłybyśmy teraz tworzyć mapy kartograficzne okolic :).

I zdarzyło się tak, że NASZ DOM się pojawił. Zostawiłyśmy dane kontaktowe sołtysowi i czekałyśmy AŻ jeden dzień na odzew!!! Poczułyśmy wiatr w żaglach...


A oto nasz wspaniały "strup, postrach okolicy" :D!!!

Tak, właśnie tak wyglądał, gdy zapragnęłyśmy z całego serca tchnąć w niego życie! (chociaż nie do końca, bo na powyższym zdjęciu jest już pięknie wykoszona trawa). Póki co zaoszczędzę Wam opisu zawartości tego domu, poświęcę temu osobny post. Powiem tylko, że wyrobiliśmy sobie więcej mięśni niż na "siłce". Budynek stał w takim stanie przez ok. 20 lat. Był miejscem spotkań okolicznych przechodniów (możecie sobie wyobrazić co działo się w środku), z jego ścian można by napisać niejedną historię miłosną (i nie tylko ;)).
Jak widzicie, nas nie jest w stanie "nic" zniechęcić, tym bardziej, że poznałyśmy już okolicę. Stacja PKP 250m od domu, przy stacji sklep, podstawy zapewnione. 800m od domu jest gminna miejscowość, w której przy jednej głównej drodze znajdują się: przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum, apteka, ośrodek zdrowia, kościół, plebania, cmentarz, bank (z bankomatem), kilka sklepów o różnym charakterze, fryzjer, kwiaciarnia, piekarnia, dom kultury, Urząd Gminy i nawet supermarket (pokuszę się o stwierdzenie "minigaleria" :). Można się odnaleźć nawet bez samochodu (choć przyznaję, że przy takich mrozach jak ostatnio nastały, byłoby ciężko).
Od samego początku byłyśmy mocno zdeterminowane i nikt nie był w stanie nas powstrzymać (a parę osób łapało się za głowę po obejrzeniu naszego "strupa"). Miałyśmy mnóstwo pomysłów, tym bardziej, że dom był wybudowany dla dwóch rodzin tak naprawdę. Ma dwa osobne wejścia i możliwość stworzenia dwóch osobnych domostw. Wbrew panującym trendom, postawiłyśmy na rodzinę wielopokoleniową :). Jest z nami teraz też nasza babcia, także dom spełnia swoją funkcję, jest gotowy nawet na 4-pokoleniową rodzinę.

Nie myślcie, że kupiłyśmy "kota w worku". Przed zakupem sprowadziłyśmy do tego domu parę osób, fachowców i nie tylko. Miałyśmy potwierdzenie od specjalistów, że dom się nadaje, że się nie zawali i jest wart swojej ceny (a tak naprawdę to okazja ;)). Sprawdziłyśmy również stan ksiąg wieczystych, pytałyśmy sąsiadów. "Przemodliłyśmy ten dom" wzdłuż i wszerz. Kupiliśmy...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz