piątek, 10 lutego 2012

Im dłużej czekasz, tym więcej zbierasz sił na działanie...

Wszystko zaczęło się w 2007 roku, razem z siostrą postanowiłyśmy wybudować dom (przynajmniej wtedy był taki plan). Łatwo powiedzieć trudniej zrobić :) Motywów było kilka. Siostra w Warszawie mieszkała przez ponad 10 lat, ja około 5. "Nasze" wynajmowane mieszkanie nie było małe (ok. 60m2), ale "ludu" w nim było sporawo. Ja wtedy w ciąży (także kolejny lokator się szykował), siostra z córeczką i "dziadzio", czyli nasz tatuś :) No i poszło...


Mnóstwo pytań do przeanalizowania, ale nasza determinacja i podekscytowanie na szczęście przyćmiewały wszelkie wątpliwości i lęki. Mówią, że początki są najtrudniejsze...
Analizując mapę okolic Warszawy, łatwo doszłyśmy do wniosku, że to powinno być południe Stolicy. Stamtąd mamy łatwiejszy wyjazd do naszej rodzinnej miejscowości.
Kolejna sprawa to alternatywny dojazd, najlepiej kolej, dlatego na mapie szukałyśmy miejscowości blisko stacji PKP.
Oczywiście początkowo szukałyśmy bliżej Warszawy, ale w tym przypadku ceny warunkowały nasz wybór ;).
Siostra (główny dowodzący, odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu ;)) rozpoczęła batalię internetową przeglądając i podsyłając mi kolejne oferty, co okazało się dobrym punktem "wyskokowym" w poszukiwaniach. Z mapą w ręku, pełnym bakiem i paroma ofertami z internetu wyruszałyśmy w "teren" :). Tego typu poszukiwania niosły ze sobą wiele ciekawych doświadczeń, mogłyśmy dzięki temu dokładnie "zbadać" okolicę, poznać odległości i mieć pewne wyobrażenie o danej nieruchomości.
Przeglądając oferty i rozmawiając z potencjalnymi sprzedawcami zwracałyśmy uwagę na kilka ważnych kwestii: media (prąd, woda, gaz, kanalizacja), wielkość działki, jej wymiary, warunki zabudowy. Ważną sprawą jest też zabudowa okolicy, trzeba zwrócić uwagę jakiego typu domy są w okolicy, bo być może są jakieś określone wymogi.
Poszukiwania zajęły nam tak naprawdę najwięcej czasu. Także im wcześniej zaczniecie tym lepiej. Dom, w którym obecnie mieszkamy, a właściwie oferta sprzedaży "wpadła" w nasze ręce zupełnie przypadkiem. Siostra pokazała mi tą ofertę w internecie na paru stronach, ale nie była aktualna i bezpośrednia dlatego nie mogłyśmy się z nikim skontaktować w tej sprawie. Któregoś dnia, "przeczesując" teren w celu znalezienia działki/domu natrafiłyśmy na TEN dom. Udałyśmy się do sołtysa i poprosiłyśmy by właściciel się z nami skontaktował. Szybko poszło ;).
Tak naprawdę poszukiwania zajęły nam około 1,5 roku. Już nawet wszystkiego dokładnie nie pamiętam, ale mam nadzieję, że podczas pisania tego bloga będę miała okazję szczegółowo przeanalizować moje, siostry i domowników wspomnienia. 

2 komentarze:

  1. Maryś, już się ciesze na lekturę dalszych wpisów. oby tak dalej. A gdybys kiedys zapotrzebowała własnej strony internetowej to polecam (taka troche kryptoreklama) webblab.cz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki B. :) pewnie wkrótce sięgnę po pomoc ;)

    OdpowiedzUsuń